Praises To The War Machine

W końcu doczekałem się albumu na który czekałem od chwili gdy, w którymś wywiadzie doczytałem o planach jego powstania. Warrel Dane, gardłowy Nevermore porwał się na solowe dzieło. Dzieło? Tak dzieło. Spokojnie mogłoby robić za album Nevermore'a z czasów 'Dead Heard In A Dead World' jako, że do ich ostatniego dzieła (bo tak) brakuje mu sporej dawki ciężaru i palców-połamańców czyt. solówek. Jest apokaliptycznie, koniec jest bliski a na nim czeka tylko śmierć i zapomnienie, nie ma najmniejszych szans na ratunek ciała bądź duszy. Siedzimy w kale po uszy można by rzec. Pozytywnego przesłania za grosz, a jednak od trzech dni słucham w domu, w pracy, w autobusie, w drodze piechotą między wcześniejszymi, nie chodzę... biegam wręcz i czuję jak rozpiera mnie pozytywna energia... a może podświadomie wiem, że czas spierdalać...

Polecam każdemu kto lubi mocne porządne gitarowe granie no i oczywiście wszystkim fanom Nevermore'a... ale im nie muszę (;

Okładka też sympatyczna (: Warrel Dane

Błonę bębenkową połechtać można na: http://www.myspace.com/warreldane



'...I play the jester perfectyl!'

Powrót na stronę główną?


Komentarze


Dodaj komentarz

Dodaj komentarz